|
Propaganda komunistyczna
|
|
Propaganda komunistyczna
|
|
Kinematografia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w filmach historycznych o podziemiu zbrojnym skupiała się jedynie na dokonaniach sowieckiej Gwardii Ludowej, przemianowanej później na Armię Ludową. Działania formacji niepodległościowych, jak Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych, bagatelizowała i przedstawiała w negatywnym świetle.
Pierwszym filmem w epoce PRL o Narodowych Siłach Zbrojnych były “Pierwsze dni”. Pochodzi on z 1951 roku. Premierę miał 4 marca 1952 roku. Jest to obraz czarno-biały, trwający godzinę i czterdzieści minut. Powstał na podstawie powieści Bohdana Hamery “Na przykład Plewa”, który również jest autorem scenariusza. Reżyserem filmu jest Jan Rybkowski, znany z realizacji takich filmów jak “Chłopi” i “Kariera Nikodema Dyzmy”. W obrazie tym Narodowe Sily Zbrojne są przedstawione jako banda, która próbuje przekupić rolnika dolarami, by wydał jej zboże. Gdy się to nie udaje, postanawia zrobić to siłą.
Kolejny film o NSZ to “W pościgu za bandą”. Jest to dokument z 1954 roku. Wyreżyserował go Zbigniew Kiersztejn. Autorem scenariusza jest Wacław Skoracki. Trwa on czterdzieści minut. Bohaterami obrazu są żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którzy walczyli między innymi z podziemiem niepodległościowym.
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
Na łamach jednego z ostatnich numerów pisma „Polska Zbrojna” (nr 28/2011) został opublikowany skandaliczny tekst komandora Ludowego Wojska Polskiego podważający zasadność uchwalenia przez Sejm wolnej Polski święta Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
W tekście pt."Czas zasypywać fosy" autor oburza się, tym że parlament Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił nowe państwowe święto upamiętniające żołnierzy wyklętych i pisze: „ustanowienie Święta Żołnierzy Wyklętych nie służy niczemu dobremu. W rodzinach, które straciły swoich bliskich, zabitych przez zbrojne podziemie, trwać będzie przez pokolenia zła pamięć o owych żołnierzach, a ich święto – lekceważone”. Dalszej części wywodu tego członka komunistycznej armii cytować nie będziemy, ponieważ jest to garść komunistycznych kłamstw i pomyj wylanych na żołnierzy Wojska Polskiego, którzy walczyli o wolną i suwerenną Polskę – taką, w jakiej zostali wychowani, a nie zależną od Sowietów zwaną PRL, której autor artykułu służył, przyczyniając się do utrwalania blisko półwiekowej sowieckiej okupacji.
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
|
Zamieszczony niżej tekst powinien ułatwić formułowanie dalszych ataków i napaści na Narodowe Siły Zbrojne. W opracowaniu tym, żołnierzom NSZ nie zarzuca się chyba tylko kanibalizmu. Całość tekstu tworzą, tylko i wyłącznie, cytaty z wydawnictw z lat 1944-1993.
* * *
Krótka historia Narodowych Sił Zbrojnych
czyli co każdy obywatel PRL i RP o NSZ i o tych, co ich zwalczali, wiedzieć był powinien.
Sienkiewicz w grobie się przewraca, jak słyszy, że bandziory z NSZ-tu imiona z jego książki biorą i tak się przedstawiają jako rycerze, na szyi ryngrafy z Matką Boską zamiast hitlerowskiej swastyki... Tadeusz Różewicz - Do piachu NSZ walczyły przeciwko siłom lewicy społ. w Polsce [...] i partyzantce radz., mordowały zbiegłych z niewoli hitlerowskiej żołnierzy radz. i ukrywających się Żydów; w wielu przypadkach między kierownictwem NSZ i władzami niem. dochodziło do współdziałania. Wielka Encyklopedia Powszechna PWN [1] |
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
|
Czy polski robotnik roku 2007 jest komunistą-stalinistą? Czy tęskni do milicjanta, który był jego "obrońcą i przyjacielem"? Czy nienawidzi "bandytów z NSZ"? Czy nienawidzi USA i ONZ? Czy marzy o sklepach "Społem", gdzie był obsługiwany "uprzejmie i szybko"? Czy chciałby powrotu kontyngentów ("obowiązkowych dostaw") na wsi? Czy śni o sojuszu ze Związkiem Sowieckim, o "wiecznie żywym" Leninie? Dlaczego państwowa instytucja, Muzeum Plakatu w Wilanowie, wydaje - we współpracy z jakimś krakowskim, mało znanym wydawnictwem - zbiór ohydnych propagandowych polsowieckich plakatów jako "Kalendarz robotniczy 2007"?! Takie plakaty o "bandytach", "zaplutych karłach" i "wrogach", którzy "nie śpią", spotykamy na wystawach historycznych. Tam jednak są one pokazane jako relikty polsowietyzmu i odpowiednio objaśnione. Co innego jednak, gdy człowiek, w poszukiwaniu kalendarza ściennego na bieżący rok wchodzi do salonu Empiku w Gdańsku czy we Wrocławiu i trafia na "Kalendarz robotniczy 2007" z Leninem i z "bandytami z NSZ", bez słowa komentarza lub objaśnienia! W kraju tak przez komunizm doświadczonym należy to uznać za karygodne. Jest w Polsce "moda" na traktowanie propagandy komunistycznej z przymrużeniem oka, "lekko, łatwo i przyjemnie". "Postępowe" media oburzają się na znak sfastyki eksponowany na prywatnym spotkaniu grupy półgłówków. Jest to temat na pierwszą stronę ogólnopolskiej gazety przez kilka dni. Jednak ta sama gazeta - "Dziennik", kilka dni po publikacjach na temat sfastyki, zamieszcza obszerny, "ciepły" wywiad z szefem działającej zupełnie legalnie w Polsce tzw. Polskiej Partii Komunistycznej (!), niejakim Indelakiem, który stawia sobie zadanie, by "wyrwać" Polskę z NATO!
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
|
Jerzy Kułak Powojenne podziemie niepodległościowe zwalczane było nie tylko przez siły Urzędów Bezpieczeństwa, oddziałów NKWD i KBW czy milicji. Jeden z podstawowych elementów walki ze społecznym oporem to także propaganda, której celem było odebranie społeczeństwu zbiorowej pamięci o tym niezwykłym, na miarę powstania styczniowego, wysiłku zbrojnym. W kilku województwach działania zbrojnego podziemia osiągały rozmiary lokalnych chłopskich powstań antykomunistycznych. Być może właśnie skala tego oporu zmusiła władze komunistyczne do tak zaciekłej walki politycznej nawet kilkadziesiąt lat po zdobyciu władzy, bo przeciwnika trzeba było zniszczyć nie tylko fizycznie, ale i moralnie w pamięci społecznej, by odebrać wolę oporu wobec komunistycznej władzy. Zapoczątkowane w 1944 r. działania propagandy kierowane do społeczeństwa przez wyspecjalizowane instytucje w rodzaju wojewódzkich urzędów informacji i propagandy, podporządkowanych MSW (do 1947 r.), a następnie wojewódzkich wydziałów propagandy, podporządkowanych MSW i PZPR, kontynuowano także po 1956 r., praktycznie niemal do 1989 r. Zasady pisania o powojennym podziemiu niepodległościowym były niezmienne: przez czterdzieści lat wolno było pisać tylko źle. Do 1989 r. nie ukazała się ani jedna książka, wspomnienia czy tekst, w których wystawiono by pozytywną opinię o podziemiu.
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
|
Grażyna Dziedzińska Ostatnio "Życie Warszawy" bardzo energicznie lansuje nazwanie ulicy lub placu w stolicy imieniem Jerzego Waldorffa oraz umieszczenie tablicy pamiątkowej na domu, w którym mieszkał. Wiesław Dąbrowski, producent programów muzycznych TVP, optuje za nazwaniem imieniem Waldorffa placu u zbiegu Al. Ujazdowskich, Belwederskiej i Bagateli, i to już, natychmiast, "bez czekania na biurokratyczny okres pięciu lat". Także program "Kawa czy herbata" za pośrednictwem Jerzego Kisielewskiego opowiada się za tym pomysłem. "ŻW" drukuje również kupony z wybitym tytułem: "Nie chcemy czekać pięć lat! Spotkajmy się na ulicy Jerzego Waldorffa" i zachęca warszawiaków do ich wypełnienia i wysłania do redakcji. No cóż, osoby, które włączyły się już w tę akcję i ceniły Waldorffa za ratowanie Starych Powązek, prawdopodobnie nie znają drugiego - jakże odrażającego - oblicza tego miłośnika spraw subtelnych: muzyki, literatury, zabytków. Nie wiedzą np. o tym, że Waldorff jako dziennikarz w latach najgorszego terroru stalinowsko-bermanowskiego wspierał swoimi artykułami w "Przekroju" zbrodnie UB i NKWD. A oto jeden z przykładów.
|
|
Więcej…
|
|
Propaganda komunistyczna
|
Spotkanie z Leszkiem Żebrowskim
Fałsz i oszustwo - jawne lub zręcznie ukryte we frazesach haseł, stanowiły podstawę propagandowej działalności komunistów i postkomunistów wszelkich odcieni. O ile dawniej, przyjmijmy umownie, do roku 1989, było to w pełni "uzasadnione" faktem zarządzania Polską przez partię podległą Moskwie, o tyle później utrwalanie kłamstw, szczególnie w umysłach młodych, jest świadomym podważaniem naszej suwerenności i niepodległości.
Komunizm wyrósł z kłamstwa. Wystarczy przypomnieć lata 1918-1921 w Rosji i rabunkową, zbrodniczą działalność Lenina pod hasłem "walki o dobra dla ludu pracującego miast i wsi". Niemal wszystkie rabowane wówczas przez bolszewików dobra płynęły na konta czerwonych właścicieli do banków szwajcarskich, szwedzkich, austriackich a nawet amerykańskich. Ale idea ta, oparta na kłamliwym haśle walki o sprawiedliwość społeczną, rozchodziła się po całym świecie dzięki agenturom - podległym Moskwie partiom komunistycznym.
Komunistyczna Partia Polski była również narzędziem Kominternu, czyli kierowniczego ośrodka komunistycznego. To właśnie na jego rozkaz głosiła, równolegle z hasłami socjalnymi, hasła przyłączenia Zachodniej Białorusi i Ukrainy - tak bowiem nazywała KPP wschodnie ziemie Polski - do republik sowieckich. Również na rozkaz Kominternu podważała KPP prawo Polski do Górnego Śląska, Gdańska i Pomorza. I KPP miała czelność twierdzić, że była partia polską. Chyba na tej podstawie, że jej zadania dotyczyły Polski, podobnie jak wiele współczesnych nam partii i organizacji, którym słowo "Polski" służy jedynie do odróżnienia od analogicznych organizacji w Czechach, Słowacji Włoszech itd. Przy okazji pełni też rolę maskującą.
|
|
Więcej…
|
|
|
|
|
|