Strona główna
Związek Żołnierzy NSZ
Artykuły i opracowania
Dokumenty
Wspomnienia
Życiorysy
Wydawnictwa
Wykazy
Filmy
"Twardzi jak stal"
GRH NSZ
 
 

Logowanie



Newsletter NSZ

Subskrybuj

Odbieranie

Wyszukiwarka

Wspomnienia


Ucieczka z Polski w roku 1949 – wspomnienia Macieja Szymańskiego PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 12
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

W 1949 roku grupa oficerów NSZ zagrożonych aresztowaniem uciekła kutrem rybackim z Gdańska do Szwecji.

 

Pisałem o tym kilka lat temu w „Szańcu Chrobrego”, piśmie, które przez parę lat wychodziło w Warszawie w raczej skromnym nakładzie. Dzisiaj, korzystając z szerokiego dostępu do czytelnika, jakie daje Internet, pozwolę sobie przypomnieć to raz jeszcze.

 

Sytuacja ogólna w Polsce w 1948 roku


Rok 1948 nie był rokiem dobrym. Czuć było zbliżający się „koniec”. Atmosfera gęstniała – aresztowaniom nie było końca. Rok wcześniej Stanisław Mikołajczyk, premier Polskiego Rządu w Londynie w czasie wojny, a później wicepremier w tak zwanej Tymczasowej Radzie Jedności Narodowej pod przywództwem Osóbki-Morawskiego – uciekł z Polski. Premierem nowego Rządu Polski Ludowej został Józef Cyrankiewicz, a prezydentem PRL agent NKWD, Bolesław Bierut.

Więcej…
 
"Paciorek" – wspomnienia Macieja Szymańskiego o Stefanie Pietrzaku ps. "Paciorek" PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 17
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

„Gdzie są chłopcy z tamtych lat – czas zatarł ślad...” - słowa z piosenki Sławy Przybylskiej pt. „Gdzie są kwiaty”.

 

Stefana Pietrzaka, pseudonim „Paciorek”, poznałem 68 lat temu w roku 1943. Kończyliśmy razem warszawską Szkołę Podchorążych NSZ. Później zostaliśmy w Pierwszym Batalionie tej Szkoły. „Paciorek” w plutonie specjalnym łączności, ja w !-ej kompanii. Powstanie warszawskie zaskoczyło nas na ulicy Wspólnej. Po kilkunastu dniach dołączyliśmy jako IV pluton do NSZ-towskiej kompanii „Warszawianka”, kwaterującej w Domu Kolejowym na rogu Żelaznej i Chmielnej.

 

O naszych powstańczych i późniejszych przygodach pisałem w swoich wspomnieniach pt. „Ja-Jo pamięta”. Ci, którzy je czytali, zapewne pamiętają podchorążego „Paciorka” w okrągłej czapce Urzędu Miejskiego Warszawy (zdaje się, że był to Zakład Oczyszczania Miasta), który na pytanie dlaczego nie nosi hełmu, dumnie odpowiadał: Niech szkopy wiedzą, że ich magistrat też leje.

 

„Paciorek” zmarł 16 lat temu w 1995 roku. Od powstania dzieli nas 67 lat – wydawało by się, że to życie całe – czas jednak nie potrafi wymazać z pamięci tych wyjątkowych dni. Z Domu Kolejowego wyszliśmy z „Paciorkiem” 3-go października 1944 roku wczesnym rankiem. Prawdę mówiąc to wymknęliśmy się prawie ukradkiem. Chodziło o zachowanie tajemnicy, choć wszyscy nasi przyjaciele wiedzieli, że do niewoli niemieckiej razem z nimi nie idziemy. O posądzanie nas o nielojalność nie było mowy.

Więcej…
 
Wspomnienie o Stanisławie Duczymińskim ps. „Niemira” PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 27
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

24 maja tego roku mija pierwsza rocznica śmierci Stanisława Duczymińskiego ps. "Niemira", żołnierza NSZ znanego bardzo dobrze w kręgach kombatanckich. Był założycielem i jedynym Prezesem Okręgu Warmińsko-mazurskiego Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w Olsztynie.

Mieszkańcem Olsztyna został z wyboru, ponieważ korzenie Stanisława wywodzą się z północnego Mazowsza. Pochodził z rodziny kultywującej tradycje narodowe, niepodległościowe i wojskowe. Jego dziadek, Ludwik Duczymiński, rocznik 1831, właściciel dóbr Szumskich w powiecie przasnyskim, będąc, nie bez powodów, podejrzanym o sprzyjanie ruchom niepodległościowym, został przez carską "ochranę" w 1862 r. prewencyjnie aresztowany i bez sądu przetrzymywany aż do 1865 r., tj. do upadku powstania styczniowego. Z tego powodu nie mógł wziąć udziału w powstaniu.

 

Ojciec zaś, Leon Józef Marian Duczymiński, rocznik 1873, urodzony 10 lat po powstaniu styczniowym i wychowany na opowieściach o nim, będąc studentem Instytutu Rolniczego w Puławach został w 1894 r. również przez carską "ochranę" aresztowany za działalność niepodległościową na terenie uczelni i wraz z grupą studentów osadzony w warszawskiej cytadeli, gdzie przebywał pół roku w sławnym Pawilonie X. Miał wówczas 19 lat. W procesie przed sądem carskim, został skazany na 4 lata zesłania w głąb Rosji. W rezultacie, studiów nigdy nie ukończył.

Więcej…
 
Wiktor Natanson „Humięcki” PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 17
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

21-go lipca 2010 roku, w 66-tą rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, Wiktor Natanson, „Humięcki”, żołnierz 1-go Batalionu Szkoły Podchorążych Piechoty NSZ i żołnierz Powstania w kompanii NSZ „Warszawianka” odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

 

Witek dzwonił do mnie parę dni wcześniej. Właśnie odebrał telefon z Kancelarii Prezydenta RP informujący go o odznaczeniu. Pytał się dlaczego i za co? Był zaskoczony. Wcale mu się nie dziwię. My, żonierze NSZ do odznaczeń państwowych nie jeteśmy przyzwyczajeni. Zawsze byliśmy „nielegalni”, często „wyklęci” zarówno w czasie wojny jak i po jej zakończeniu. Po odzyskaniu niepodległości, prawie pół wieku od tamtych pamiętnych czasów, oddzieleni od nich pokoleniami naszych dzieci i wnuków, często widziano nas oczami komunistycznej propagandy. Bandyci z NSZ, ci co mordowali Żydów, współpracowali z Niemcami i strzelali do bojowników z Gwardii i Armii Ludowej. „Gazeta Wyborcza” jeszcze w 1993 roku pisała, że w czasie Powstania Warszawskiego 1944 roku „AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta”.

Prawie pół wieku! Szmat czasu, a widzę to jak dzisiaj. Witka Natansona znałem od dziecka. Jest moim kuzynem. Przed wojną mieszkaliśmy na tej samej żoliborskiej ulicy. On pod 4-ym, ja pod 5-tym. W czasie wojny, kiedy nasze matki i ciotki, kuzynki i kuzyni, zamieszkali razem na nieistniejącej dzisiaj ulicy Tucholskiej 5, dzieliłem z Witkiem wspólny pokój.

Więcej…
 
Adam Wróblewski - Wspomnienia PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 5
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

Adam Wróblewski

Z kolegą "Sową" [Jan Sowiński] straciłem kontakt po wstąpieniu do kompanii wartowniczych. Był on jednym z moich najbliższych i najbardziej cenionych kolegów - za jego wspaniałe poczucie humoru, nawet w najbardziej smutnych chwilach. Po odmarszu z Borowa - gdzie niejeden z moich kolegów pozostawił na pastwę losu swoich rodziców, siostry, braci i swoje sympatie - kolega "Sowa" miał zawsze dla każdego kilka słów podtrzymujących na duchu w nadziei na lepsze jutro.

Na pierwszym postoju po wymarszu z Borowa zebraliśmy się wszyscy oprócz tych, którzy byli wyznaczeni na wartę. Major "Ząb" zakomunikował smutną wiadomość, co spotkało Borów i ludność. Komendant "Step" opowiedział dalsze szczegóły. (Komendant "Step" nie był dobrym mówcą). Obecny był również por. "Lampart" i por. "Kret" z wąsikami, szef kuchni "Szary" i kucharz "Miszka". "Sowa" miał nadzwyczajny dar naśladowania w mowie, głosie i gestach każdego z obecnych. Najbardziej potrafił naśladować mowę i głos majora "Zęba" z jego akcentem angielskim, następnie "Stepa", "Lamparta" i "Kreta". Wszyscy obecni, ze śmiechu trzymali się za brzuchy, "Sowa" potrafił ująć to w ten sposób, że nie przynosiło to nikomu ujmy, ani też nie podważało autorytetu.

Więcej…
 
Danuta Urbanowska-Ladomirska "Lala": "Gruszka" PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

Danuta Urbanowska-Ladomirska "Lala"

Przybył do brygady w połowie października 1944 r. Po akcji Brygady Świętokrzyskiej dostał się do niewoli. Po zbadaniu, że był Polakiem zamieszkałym w Rosji, którego po przybyciu Niemców zabrano na ciężkie roboty na froncie, skąd uciekł i dotarł do komunistycznego oddziału partyzanckiego - przydzielono go jako furmana do drugiego wozu kwatermistrza. Biedny "Gruszka" - taki miał pseudonim - nie miał pojęcia, jak zaprzęga się konie. Wiedział tylko, że koń ma głowę i ogon. Był to człowiek około lat 45-50. W Rosji mieszkał w Charkowie ze swą matką, 92-letnią staruszką, i pracował jako komik w teatrze. Mówił dobrze po polsku z akcentem rosyjskim. Pomagałam mu zakładać konie, dawać spyżę, a z czasem nauczył się tego sam. Powozić było łatwiej, bo konie same wiedziały i szły za poprzednim wozem. Często przychodził na postoju na naszą kwaterę, opowiadał o swej matce staruszce. Bardzo ją kochał i nie wiedział, czy zobaczy ją żywą. My polubiliśmy go. Opowiadał o swej pracy w teatrze, był bardzo komiczny i spędzaliśmy wesoło czas, słuchając jego opowiadań.

Więcej…
 
Maciej Szymański - Ja-Jo pamięta, Powstanie Warszawskie PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 11
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

Maciej Szymański

Zamieszczone poniżej wyjątki z książki Macieja Szymańskiego pt. "Ja-Jo pamięta" wymagają krótkiego wyjaśnienia.
"Wspomnienia - album rodzinny", bo taki jest podtytuł książki, autor napisał dla swoich wnuków, stąd czytelnik znajdzie w niej, poza pamiętnikarskimi wspomnieniami, osobiste oceny zdarzeń, ludzi i czasów, często zapewne kontrowersyjne, które autor chciał przekazać swoim wnukom urodzonym w Kanadzie i nie znającym Polski i języka polskiego. Ja-Jo jest to imię-przydomek autora, którym obdarzyły go jego wnuki. Tapi, jest imieniem nadanym jego żonie. Numery (w nawiasach) za nazwiskami czy imionami krewnych autora, odnosząsię do drzewa rodzinnego zamieszczonego w aneksie do książki.
Maciej Szymański był żołnierzem Narodowych Sił Zbrojnych do roku 1949, kiedy wyjechał z Polski i zamieszkał na stałe w Kanadzie, gdzie zajmował się architekturą. Obecnie jest na emeryturze.

Zainteresowanym książką podajemy adres autora: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Wersja PDF poniższego tekstu (1273 kB).

Ja-Jo pamięta - Rozdział 7 - Powstanie Warszawskie

"O godzinie 5.00 po południu 1 sierpnia 1944 roku rozpoczęło się Powstanie Warszawskie". Tak zakończyłem poprzedni rozdział wspomnień.

Więcej…
 
Kazimierz Poray-Wybranowski "Kret" - Wspomnienia z UB PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 10
SłabyŚwietny 
Wspomnienia


portret

Kazimierz Poray-Wybranowski "Kret"

Rozmowa Kazimierza Poray-Wybranowskiego ("Kret") z Leonardem Zub-Zdanowiczem ("Ząb")

Tekst jest zapisem nagrania magnetofonowego rozmowy "Kreta" z "Zębem", w której "Kret" opowiada o komunistycznych represjach. Rozmowa przeprowadzona została w Oakville (Connecticut, USA) około 1979 roku. Maszynopis nie ma początku i zakończenia. Wielokropek w zwykłych nawiasach "(...)" oznacza fragmenty nie ujęte w maszynopisie. W nawiasach kwadratowych zamieszczono nieliczne uwagi redakcyjne. Ingerencje w tekst ograniczono do minimum. Praktycznie sprowadziło się to tylko do: podziału na akapity, poprawek w interpunkcji, ujednolicenia pisowni (np. wielkich liter, w oryginale konsekwentnie jest "żyd", "rusek" itp.) oraz poprawienia oczywistych, zwłaszcza maszynowych, błędów. Trzeba mieć na uwadze, że jest to zapis słowa mówionego i jako taki odbiega od tekstów pisanych. Tłustym drukiem wyróżniono pytania zadawane przez Leonarda Zub-Zdanowicza.
Wspomnienia publikujemy za zgodą rodziny Kazimierza Poray-Wybranowskiego.

 

Więcej…
 
Józef Poray-Wybranowski - Bój pod Borowem PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

Józef Poray-Wybranowski

Nadszedł dzień 23 lutego [1944 r.]. Pogoda ustaliła się prześliczna, słoneczna i mroźna, z wyiskrzonym śniegiem i doskonałą widocznością. Połowa z nas wróciła nad ranem z nocnego patrolu i przekąsiwszy trochę, zamierzała udać się na dobrze zasłużony spoczynek. [...]

Nagle zatupotały kroki przed gajówką i wartownik nasz Most (Mostrąg z Borowa) wbiegł wołając: "Grupa jakaś idzie brzegiem lasu - to Niemcy". Ledwo to zdołał powiedzieć, a wszyscy wyskoczyli na zewnątrz, jakby wyrzuceni podmuchem armatnim, to jest wszyscy oprócz mnie! Złapałem moje mokre buty i starałem się je naciągnąć na równie mokre onucki, lecz bez skutku. Ciągnąłem z całej siły, do tego stopnia, że onuce poszły w kawałki; próbowałem wciągnąć buty na gołe nogi, też bez skutku. Zrozumiałem, że aby się uratować, będę musiał pójść do walki boso! W tej samej chwili zagrały karabiny maszynowe i granatniki w wielkiej ilości. My odpowiedzieliśmy erkaemem i z karabinów. Kule gwizdały, zrywając tynk ze ścian i o wyprostowaniu się nie było mowy. Rzuciłem buty na ziemię, złapałem karabin oraz mój pas z ładownicami i pistoletem. Wywaliwszy kolbą okno, wychodzące w stronę otwartych pól, a więc nie będące pod obstrzałem, wyskoczyłem tą drogą na podwórko. Spojrzałem na lizjerę lasu, skąd braliśmy najwięcej ognia i nic nie mogłem się rozeznać, lecz przyglądając się uważniej zauważyłem ruch i natychmiast zrozumiałem, o co chodzi. Niemcy przyszli w białych zarzutach, tak że nie można ich było dojrzeć na śniegu, tak się świetnie zlewali z białym tłem pól. My tymczasem byliśmy tak widoczni jak dzikie kaczki na lodzie. Spojrzałem wokół siebie i zauważyłem, że niektórzy koledzy leżeli bez ruchu. Wiedziałem co to znaczy, bo dopiero parę miesięcy wstecz wydostałem się z niemieckiej "fabryki śmierci" w Treblince, gdzie trupy ludzkie były czymś codziennym, czymś czemu nikt się nie dziwił. Można się tylko było spytać, czy to Polacy, czy też Żydzi? I z jakiego transportu? Z Polski, czy też z krajów nadbałtyckich, a może z Belgii lub Węgier, względnie z Niemiec.

Więcej…
 
Wspomnienia Stefana Nowickiego PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 6
SłabyŚwietny 
Wspomnienia

Stefan Nowicki

Od wydawcy "Zapisków" Stefana Nowickiego

Stefan Nowicki urodził się 27 grudnia 1905 roku we wsi Łukowo w województwie warszawskim. Jako bardzo młody chłopak uczestniczył w bitwie warszawskiej w 1920 roku; w latach trzydziestych był aktywnym działaczem Obozu Narodowo-Radykalnego. W czasie II wojny światowej został jednym z przywódców Związku Jaszczurczego i Narodowych Sił Zbrojnych. W latach 1946-1949 był sekretarzem generalnym Zjednoczenia Polskiego w Niemczech. W Australii uczestniczył w pracach wielu organizacji społecznych, głównie w Wiktorii. Jeszcze przed połączeniem się ośrodków niepodległościowych w Londynie, od stycznia 1971 roku reprezentował Prezydenta RP jako Delegat Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Australię w randze ministra nadzwyczajnego i pełnomocnego. Za całokształt swej pracy i działalności publicznej został odznaczony przez prezydenta RP prof. dr. Stanisława Ostrowskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

S. Nowicki, był z jednej strony lubianym i cenionym działaczem, z drugiej - krytykowanym za brak giętkości w kwestii legalizmu władz RP na uchodźstwie. Był bowiem nieprzejednanym rzecznikim ważności symbolu Polski suwerennej. Pomimo kontrowersji związanych z jego działalnością polityczną, która przecież nieobca jest żadnemu politykowi, miał on serdecznych przyjaciół, którzy pamiętać będą go jednak za to, jakim człowiekiem był dla nich - wzorem do naśladowania ze względu na swoją prawość.

Stefan Nowicki zmarł w Melbourne 26 lutego 1992 r. Notatki oraz zapiski mające stanowić podstawę planowanego przez Stefana Nowickiego "Pamiętnika" zaczęły powstawać po 21 kwietnia 1991 roku. Pod taką datą zapisana została pierwsza karta. S. Nowicki nie rozpoczął tej pracy z własnej woli. Przez miesiące dr Zdzisław A. Derwiński oraz rodzina Nowickich nalegali, aby uporządkował swoje wspomnienia, najlepiej zaś przelał na papier to, co chciałby pozostawić jako pamiątkę swym bliskim, swoim przyjaciołom i Polsce, dla której walczył; której niepodległości doczekał.

Więcej…
 
«pierwszapoprzednia12następnaostatnia»

Strona 1 z 2