Adam Kruczek

Z wystawy pt. "Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie w latach 1939-1956" zorganizowanej przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie wynika, że Narodowe Siły Zbrojne nie scaliły się z Armią Krajową, a ich działalność zbrojną obciążają zbrodnie przeciwko mniejszościom narodowym - Ukraińcom, Żydom i Białorusinom. Zdaniem dr Bohdana Szuckiego, prezesa Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, wystawa prezentowana obecnie w kolejnych miastach województwa lubelskiego przestawia NSZ w fałszywym świetle. Innego zdania są organizatorzy wystawy.

Skandal za skandalem

Do skandalu wywołanego przez lubelskie Biuro Edukacji Publicznej IPN, które na otwarcie wystawy poświęconej zbrojnemu podziemiu na Lubelszczyźnie zaprosiło wszelkie możliwe władze, ale żadnej lubelskiej organizacji kombatanckiej, dochodzą kolejne "kwiatki". Wystawę zamknięto na dwa dni przed zapowiedzianym terminem, a interweniującemu dr. Bohdanowi Szuckiemu, prezesowi Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, urzędnicy BEP IPN kazali przez miesiąc czekać na kilka zamieszczonych na planszach wystawy napisów dotyczących NSZ.
- O wystawie dowiedziałem się w dniu otwarcia z "Naszego Dziennika" - mówi dr Bohdan Szucki zastrzegając, że nie wypowiada się w imieniu Związku Żołnierzy NSZ, którego jest prezesem, ale jako żołnierz walczący w NSZ o niepodległość Polski. - Sposób, w jaki potraktowano na wystawie Narodowe Siły Zbrojne, tak mną poruszył, że wyszedłem nie przepisawszy kontrowersyjnych informacji o NSZ. Nie udało mi się tego uczynić później, gdyż wystawa została skrócona o dwa dni w stosunku do zapowiadanego terminu.


Ponieważ trudno jest polemizować z tezami, których się nie zna w dokładnym brzmieniu, dr Szucki zwrócił się 4 czerwca br. do Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie o udostępnienie mu tekstów z wystawy dotyczących NSZ. Od jednego z konsultantów naukowych wystawy uzyskał zapewnienie, że potrzebne mu informacje otrzyma w ciągu 10 dni. Na dwa dni przed upływem tego terminu został poproszony o przedstawienie swojej prośby na piśmie. Uczynił to niezwłocznie, lecz na materiały i tak musiał czekać kolejne 3 tygodnie. Dostał je dopiero na początku lipca, a tymczasem wystawę oprócz Lublina zdążono już pokazać w Zamościu i Janowie Lubelskim. Niebawem ma trafić do Biłgoraja.

NSZ wobec dwóch totalitaryzmów (wg BEP IPN)

W zamyśle autorów wystawa miała przedstawiać obraz pokolenia konspiratorów i partyzantów toczących nieprzerwaną walkę, najpierw z totalitaryzmem hitlerowskim, a następnie komunistycznym. Miała temu służyć jej specjalna aranżacja. Ekspozycja została zbudowana z dwóch części: jednej poświeconej organizacjom zbrojnym w czasie II wojny światowej i drugiej, pokazującej partyzantkę antykomunistyczną.
O Narodowych Siłach Zbrojnych autorzy wystawy wspominają zarówno w jej pierwszej części, jak i drugiej. W pierwszej, przedstawiającej walkę z totalitaryzmem niemieckim, nazwa NSZ pojawia się w jednym, jedynym miejscu, na panelu pt. "Armia Podziemna" we fragmencie depeszy z 30 grudnia 1943 r. gen. Tadeusza Komorowskiego do Naczelnego Wodza o uchylaniu się NSZ od scalenia.
Więcej możemy dowiedzieć się o zbrojnej działalności NSZ w okresie powojennym, gdyż poświęcono tej organizacji, do spółki z Narodowym Zjednoczeniem Wojskowym, cały panel. W jednym zdaniu przedstawiono na nim cele polityczno-militarne obu ugrupowań. Zaraz jednak stwierdzono: "Cieniem na działalności NSZ i NZW kładą się akcje przeciwko mniejszościom narodowym - Ukraińcom, Żydom i Białorusinom. W jednej z nich oddział Mieczysława Pazderskiego 'Szarego' zabił 6 czerwca 1945 r. 194 Ukraińców we wsi Wierzchowiny, pow. Krasnystaw. Kilka dni później grupa pościgowa z 98. Pułku NKWD wsparta przez funkcjonariuszy UB doszczętnie rozbiła oddział 'Szarego' we wsi Huta".
Poniżej umieszczono zdjęcie partyzantów "Szarego", które podpisano: "Oddział Pogotowia Akcji Specjalnej NSZ mjr. Mieczysława Pazderskiego 'Szarego'".
To wszystko, co lubelskie BEP IPN miało do pokazania nt. walki NSZ z dwoma totalitaryzmami.

Czego dowie się młodzież?

Bohdan Szucki sądzi, że trudno uznać za prawdziwy obraz podziemia zbrojnego na Lubelszczyźnie przedstawiony przez autorów wystawy, skoro w informacji dotyczącej jednej z największych zbrojnych organizacji, jaką na Lubelszczyźnie były NSZ, zupełnie pominięto jej walkę z okupantem hitlerowskim, a okres powojenny skwitowano rzekomym wymordowaniem mieszkańców Wierzchowin.
- Wczujmy się w położenie młodego człowieka, który niewiele wie o podziemiu zbrojnym na Lubelszczyźnie w latach 1939-56 - zastanawia się dr Szucki. - Oglądający tę wystawę, a niedługo ma ona dotrzeć do młodzieży szkolnej, dowie się, że NSZ to organizacja, która nie podporządkowała się Armii Krajowej, czyli siłom zbrojnym Polskiego Państwa Podziemnego, i działając samodzielnie mordowała niewinnych Ukraińców, Żydów i Białorusinów.
Szucki konstatuje, że autorzy wystawy nie uznali za potrzebne poinformować widzów o genezie organizacji, o zakresie jej działań zbrojnych, o liczebności.
O zbrojnej działalności NSZ na Lubelszczyźnie w latach 1939-56 widz może się dowiedzieć tylko tyle, że jeden z jego oddziałów zamordował 194 Ukraińców.
- Czy po takiej informacji w przykładowym młodym człowieku nie zrodzi się wątpliwość, dlaczego w ogóle zaliczono NSZ do zbrojnego podziemia w latach 1939-1956 i jakim prawem my, żołnierze NSZ, uważamy się za kombatantów? - pyta z goryczą dr Szucki. - To ja już wolę propagandę komunistyczną od "prawdy" serwowanej przez BEP IPN w Lublinie. Przynajmniej wszystko było tam jasne i czytelne.

Zbyt trudny problem scalenia?

Zdaniem dr. Szuckiego, autorzy wystawy wyjątkowo nierzetelnie przedstawili udział NSZ w akcji scaleniowej. Przytoczyli jedynie urywek depeszy "Bora" do Wodza Naczelnego z 30 grudnia 1943 r., z którego wynika, że NSZ nie chcą mu się podporządkować, a więc, że unikają scalenia.
Tymczasem rozkaz, o którym mowa w depeszy, pochodzi z czasu, kiedy trwały bardzo intensywne rozmowy z różnymi ugrupowaniami w kraju na temat scalenia się i stworzenia wspólnego frontu niepodległościowego. W wyniku tych rozmów NSZ i AK doszły do porozumienia i 7 marca 1944 r., a więc 6 miesięcy po wydaniu rozkazu, który akurat wybrali sobie organizatorzy wystawy, zostało podpisane porozumienie o scaleniu NSZ i AK. Ten sam "Bór" wydał wtedy nowy rozkaz, który, zdaniem Szuckiego, warto zacytować: "Żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, witam was w szeregach Armii Krajowej. Mam głębokie przeświadczenie, że oddziały NSZ wnoszą do zjednoczonego wysiłku kraju wartościowy wkład obywatelski i żołnierski, uzyskując obecnie pełne uprawnienia przysługujące wszystkim dobrym żołnierzom AK. Wnieście w jej szeregi entuzjazm i wiarę w wielkość sprawy. Swą karnością, zdyscyplinowaniem, wyszkoleniem żołnierskim i obywatelskim, a przede wszystkim gotowością do ofiar, sięgnijcie po najwyższą nagrodę - wolność i wielkość Ojczyzny. Komendant Sił Zbrojnych Kraju, 'Bór'".
Według dr. Szuckiego, dopiero to porozumienie jest zamknięciem sprawy scalenia NSZ i AK. Ten rozkaz jest znany powszechnie i trudno przypuszczać, by uszedł uwadze organizatorów wystawy, a już zwłaszcza jej naukowych konsultantów legitymujących się, jak wynika z podpisów, tytułami doktorskimi. I nie można tego pominięcia tłumaczyć faktem, że później niewielka część oddziałów NSZ wycofała się z AK.

Dziwne ataki ze strony narodowej

Autorzy i konsultanci naukowi wystawy zdecydowanie odrzucają wszystkie zarzuty o nieobiektywność wystawy. Nie sądzą, aby umniejszyli udział NSZ w zbrojnym podziemiu na Lubelszczyźnie. Przyznają, że NSZ były trzecią pod względem liczebności i uzbrojenia siłą tego podziemia, ale brak miejsca uniemożliwił im szerszą prezentację jego walki. - Rozumiemy niedosyt pewnych środowisk, ale Batalionom Chłopskim też poświęciliśmy mało miejsca, koncentrując się głównie na Armii Krajowej, jako głównej strukturze zbrojnej Państwa Podziemnego - tłumaczą. Ich zdaniem, nie można haseł dotyczących NSZ wyrywać z ogólnego kontekstu wystawy. W całości ekspozycji NSZ zajmują miejsce proporcjonalne do ich zasług. Są również absolutnie pewni tego, że dokonali właściwego doboru informacji charakteryzujących udział NSZ w zbrojnym podziemiu na Lubelszczyźnie.
Sprawę Wierzchowin uważają za dostatecznie udokumentowaną, by w majestacie Instytutu Pamięci Narodowej ogłosić liczbę zabitych i sprawców mordu. Za prawdziwość tych informacji ręczą swoimi badaniami naukowymi. Mogliby zmienić zdanie tylko wtedy, gdyby nagle pojawiły się zupełnie nowe materiały. Ale jest to, ich zdaniem, prawie niemożliwe.
- Nie chcemy unikać trudnych tematów - podkreślają. - Zresztą, gdybyśmy nie pokazali zabójstwa w Wierzchowinach, otrzymalibyśmy protesty z innej strony.
Pracownicy BEP IPN nie sądzą również, aby w wypowiadaniu apodyktycznych sądów na temat zbrodni w Wierzchowinach mogło ich ograniczać śledztwo prowadzone w tej sprawie przez "bratnią" lubelską Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN. Podkreślają niezależność pionu edukacyjnego od prokuratorskiego IPN. Argumentują, że toczące się śledztwo nie przeszkadza przecież wskazywaniu sprawców mordu w Jedwabnem czy w grudniu 1970 roku.
Nie przyznają się też do żadnej manipulacji w sprawie scalenia NSZ z AK. Uważają, że do scalenia po prostu nie doszło, gdyż część oddziałów NSZ nie podporządkowała się zawartemu porozumieniu. Dlatego świadomie wybrali ten właśnie fragment depeszy, mówiący o uchylaniu się NSZ od scalenia.
- Jest zastanawiające - powiedział jeden z pracowników lubelskiego BEP IPN - że ataki na naszą działalność kierowane są głównie ze strony organizacji narodowych.

Może to nie atak, tylko obrona?

Przypomnijmy, że w tekście pt. "Odzyskać pamięć" zamieszczonym 17 maja w "Naszym Dzienniku", zapowiadaliśmy, że do sprawy wystawy, która wywołała liczne kontrowersje w środowisku kombatantów, powrócimy. Wzmianki tej nie mogli przeoczyć urzędnicy BEP IPN. Niestety, na skutek ich opieszałości, do sprawy powróciliśmy dopiero po dwóch miesiącach. Wydaje się, że pracownicy instytucji takiej jak Instytut Pamięci Narodowej sami powinni dążyć do jak najszybszego wyjaśnienia wszelkich kwestii spornych ze środowiskiem kombatanckim. Szczególnie pracownicy Biura Edukacji Publicznej IPN, młodzi przecież ludzie, powinni liczyć się z opiniami tych, którzy walczyli o naszą niepodległość, a nie traktować ich jak materiał do swoich naukowych karier.
- Chcę wierzyć, że sprawa ta jest, najdelikatniej mówiąc, wynikiem jakiegoś nieporozumienia - mówi dr Szucki. - Trudno bowiem zarzucić organizatorom wystawy nieznajomość warsztatu historycznego czy celową manipulację wynikającą z właściwej pewnym środowiskom niechęci do polskiego ruchu narodowego.
Kontrowersje wokół wystawy należy szybko rozstrzygnąć i wyjaśnić, w co właściwie grają młodzi ludzie z BEP IPN w Lublinie? Dlaczego jak ognia unikają lubelskich środowisk kombatanckich?
Przypomnieć też wypada, że prof. Leon Kieres, prezes IPN, na konferencji prasowej w czasie wystawy zapowiedział sprawdzenie, czy i dlaczego lubelscy kombatanci nie zostali zaproszeni na otwarcie wystawy traktującej nomen omen o nich. Jeden z organizatorów zapewnił wówczas, że zaproszenia zostały do nich wysłane drogą pocztową. Sprawdziliśmy, że do lubelskiego oddziału Światowego Związku Żołnierzy AK, do Zarządu Głównego Obszaru Wschodniego WiN, a także do Związku Żołnierzy NSZ takie zaproszenia nie dotarły ani na czas, ani w terminie późniejszym...
W zamyśle Biura Edukacji Publicznej IPN wystawa pt. "Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie w latach 1939-1956" ma być elementem szerszego projektu edukacyjnego. Od września br. mają się z niej uczyć historii uczniowie lubelskich szkół.
Jakby przewidując taką sytuację, już od kilku ładnych lat Zarząd Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Lublinie, Zarząd Okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych w Lublinie, Zarząd Obszaru Wschodniego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, a także Komenda Hufca ZHP Lubartów organizują młodzieżowy konkurs wiedzy o Polskim Podziemiu Zbrojnym. W br. konkurs objął, bez wydatkowania państwowych pieniędzy, ponad 200 uczniów z ponad 50 szkół z całego województwa lubelskiego (pisaliśmy o tym w "Naszym Dzienniku" z 6 czerwca br.). A może by tak pracownicy Biura Edukacji Publicznej IPN w Lublinie jednak nawiązali kontakt z żyjącymi jeszcze żołnierzami Polski Podziemnej i razem z nimi zaczęli edukować młodzież?

Nieco zmienioną i skróconą wersję artykułu zamieścił "Nasz Dziennik", nr 164(1053) z 16 lipca 2001, s. 1, 3.