Leszek Żebrowski

Znane są już liczne miejsca zbrodni UB, popełnionych na Polakach po tzw. wyzwoleniu. Ale tylko niektóre z nich wywołały oddźwięk międzynarodowy, w dodatku tuż po ich ujawnieniu. Do takich zaliczyć można ohydne zamordowanie kilkunastu młodych ludzi w Siedlcach w nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 r. przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Sprawa ta znana jest z wielu relacji naocznych świadków aresztowań i morderstw (w tym członków rodzin), a ponadto dwie niedoszłe ofiary, choć ciężko ranne - Marian Pilarczyk i Edward Prachnio - zdołały zbiec z ranami postrzałowymi z miejsca egzekucji.

W kwietniu 1992 r. Prokuratura Rejonowa w Siedlcach, na skutek zawiadomienia o przestępstwie złożonego przez Zygmunta Goławskiego wszczęła śledztwo w tej sprawie (sygn. akt Ds 30/92/S) i ustaliła co następuje:

Bezspornie ustalono (...), że krytycznej nocy zostali rozstrzelani: Aleksander Wierzejski, którego ciało znaleziono na tzw. wygonie; Stanisław i Wacław Chacińscy z Karcz, których ciała znaleziono na ul. Starowiejskiej; Mieczysław i Zygmunt Pilarczykowie, których ciała znaleziono na ul. Szkolnej; Zbigniew Szczuka i Roman Krystosiak, których ciała leżały na ul. Kazimierzowskiej; Henryk Popek, którego ciało leżało na ul. Brzeskiej. Tej samej nocy zostali prawdopodobnie rozstrzelani Zbigniew Byczyński i Zdzisław Bielecki. Nazwisk pozostałych ofiar nie udało się ustalić, podobnie jak rzeczywistej ich liczby. Przyczyną śmierci wyżej wymienionych osób były liczne rany postrzałowe pochodzące z broni maszynowej, za czym przemawiają znalezione wokół ciał duże ilości łusek, charakter i ilość ran.

Ponad wszelką wątpliwość ustalono również, że wyżej wymienione osoby zostały zatrzymane, a następnie rozstrzelane bez jakiejkolwiek decyzji uprawnionego organu. (...) Bezspornym jest również, że sprawcami tej zbrodni byli funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Siedlcach (...).

Zamordowano łącznie prawdopodobnie siedemnastu młodych mężczyzn (w tym 17-latków), niektórzy z nich byli żołnierzami AK i NSZ, ponadto dwie osoby, choć ciężko ranne, uszły z życiem. Ich los znamy dokładniej.

Do domu rodziny Pilarczyków UB-owcy wtargnęli w nocy, zdemolowali mieszkanie i pobili Franciszka Pilarczyka, a jego synom, Mieczysławowi i Marianowi nakazali wyjść przed dom. Tam doprowadzono mieszkającego w sąsiedztwie Zygmunta Pilarczyka, ale wkrótce został on zwolniony (prawdopodobnie został zatrzymany przez pomyłkę zamiast Henryka Pilarczyka, który wówczas działał w podziemiu i przebywał poza domem). Mieczysław i Marian zamordowani zostali seriami z karabinów maszynowych ok. 150 m od domu, w okolicy cmentarza żydowskiego. Po egzekucji jeden z ubeków dobił ich strzałami z pistoletu, ale mimo to Marian Pilarczyk przeżył. Ciężko ranny, ukrył się po egzekucji w pobliskim śmietniku.

Gehenna rodziny Pilarczyków nie została zakończona. Po godzinie UB ponownie podjechało pod ich dom. Tym razem zamordowany został zwolniony poprzednio Zygmunt. Marian zaś, podleczony w miejscowym szpitalu, został wkrótce wywieziony potajemnie do Drohiczyna przez ludzi z konspiracji.

Mord przeżył jeszcze jeden człowiek, Edward Prachnio, który mieszkał w domu Stanisława i Reginy Soćko. Ubowcy po zrewidowaniu mieszkania (zabrali przy lej "czynności" dwie obrączki) wyprowadzili go na ulicę i zaczęli do niego strzelać. Mimo odniesionych ran udało mu się uciec do pobliskich ogrodów, a stamtąd do kuzyna. Rano trafił do szpitala, gdzie aresztowało go UB i kilka miesięcy spędził w areszcie.

Ofiar miało być więcej, bo UB poszukiwało tej nocy również m.in. Jerzego Wojtkowskiego (Okręgowego Kierownika Akcji Specjalnej NSZ XII Okręgu) i jego żonę Barbarę, którzy byli nieobecni.

Prokuraturze nie udało się jednoznacznie ustalić sprawców. Z zeznań strażnika więziennego z tamtego okresu, Franciszka Brodzika, wynika iż:

w 1945 r. w PUBP działała grupa operacyjna, w skład której wchodzili: dowódca o imieniu Bronek, narodowości żydowskiej, Marian Reduch, Czesław Sągol i funkcjonariusze o nazwiskach: Więckiewicz, Adamiak i Surowiec. Świadek ten podał, że od członków tej grupy dowiedział się, że w kwietniu 1945 r. wyciągnęli z domu, a następnie rozstrzelali w mieście kilkunastu chłopców, zaś ciała pochowali na cmentarzu w Siedlcach.

W innych zeznaniach przewijają się leż nazwiska: szefa UB o nazwisku lub pseudonimie Kwiatek, Stanisława Wnuka, Mieczysława Chomczyńskiego, Kazimierza Borkowskiego, Stanisława Zazuniaka, Mikołaja Melucha.

Jedni nie żyją, inni nic nie wiedzą


Marian Więckiewicz został zastrzelony przez organizację podziemną już następnego dnia, 13 kwietnia, a Czesław Sągol w dniu 8 lipca. Były aelowiec Mikołaj Meluch (dowódca "grupy specjalnej" Obwodu II AL) zginął w katastrofie lotniczej w Wietnamie jako oficer misji PRL-owskiej). Oficer UB, Józef Kościuk, kierownik PUBP, został w tym samym roku zwolniony ze służby "za nadużycie władzy". Wywiadowcy PUBP z tego okresu, Herszt i Braun Blumsztajnowie, zostali przeniesieni w ramach służby na Dolny Śląsk. Ci zaś funkcjonariusze UB i straży więziennej, których w tej sprawie zdołano przesłuchać, nic nie zdołali sobie przypomnieć...

Byli funkcjonariusze UB i MO zeznają, że nie wiedzą, kto dokonał opisanej zbrodni, zaś niektórzy podają, że nic o takim wydarzeniu nie słyszeli. Świadek, który prawdopodobnie krytycznej nocy pełnił służbę przy wejściu do budynku PUBP, nie zapamiętał żadnych szczególnych wydarzeń tej nocy.

Nic nie dały także "oględziny akt personalnych" podejrzanych ubowców. W postanowieniu o umorzeniu śledztwa (wobec niewykrycia sprawców!) prokuratura podała, iż brak materiału archiwalnego (...) uniemożliwia praktycznie wyjaśnienie wszystkich okoliczności popełnionej zbrodni. W dokumencie tym nie pojawiło się w ogóle nazwisko zastępcy szefa PUBP z tamtego okresu, Alberga, który był synem przedwojennego żydowskiego felczera z Siedlec.

Stalin uważał, że zmyślono tę historię

Mimo iż byli ubowcy nie wiedzą, kto zbrodni dokonał, a nawet "nie słyszeli" o niej, sprawa ta żyła w społeczności siedleckiej. Nie było jednakże warunków, aby kiedyś mówić o niej publicznie, tym bardziej, iż z ręki podziemia zginęło dwóch spośród jej sprawców. Prawdopodobnie natychmiast wiadomość o zbrodni siedleckiej została przekazana przez podziemie niepodległościowe do wiadomości rządu RP, którego premierem był wówczas Tomasz Arciszewski. Ten zaś interweniował u brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, a on podnosił tę sprawę (obok wielu innych) w liście do Stalina.

Stalin natomiast w "osobistym i tajnym" piśmie do Churchilla odpowiedział:

Pismo Pana z 28 kwietnia w sprawie polskiej otrzymałem, Muszę stwierdzić, że nie mogę zgodzić się z argumentami, które przytacza Pan w uzasadnieniu swojego stanowiska. (...) Angielska służba informacyjna rozpowszechnia wiadomości o zabójstwach czy rozstrzale Polaków w Siedlcach. Te wiadomości angielskiej służby informacyjnej są od początku do końca zmyślone i przypuszczalnie zostały jej podsunięte przez agentów Arciszewskiego" (podkr. LŻ).

Była to dobrze sprawdzona, choćby po sprawie Katynia, metoda dezinformacji. W maju 1945 r. na starostę siedleckiego wyznaczony został Lucjan Koć b. kpt. podokręgu Batalionów Chłopskich. Doprowadził on do tego, iż szef PUBP i jego zastępca Alberg zostali aresztowani. Ale na krótko. Już latem 1945 r. zostali zwolnieni, a Alberg zgłosił się nawet do starosty Kocia o swoiste świadectwo moralności. Ten zaś zdecydowanie odmówił. Najbardziej skompromitowani w tej sprawie ubowcy zostali rozproszeni po Polsce.

Tajemnice UB


W tej sprawie, jak również we wszystkich podobnych, śledztwo zostało umorzone. Przeszkodą jest przede wszystkim brak dokumentów archiwalnych UB z tamtego okresu, a może raczej nieporadność w ich poszukiwaniu? Postanowienie prokuratora zawiera bowiem następujący passus:

Nadmienić należy, że dokumenty z okresu będącego przedmiotem postępowania zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Sprawiedliwości poszukiwane były również wśród dokumentów tajnych i tajnych szczególnego przeznaczenia Archiwum MSW, Urzędu Ochrony Państwa, Centralnego Archiwum Wojskowego i Archiwum Oddziału II Sztabu Generalnego. Poszukiwania te jednak nie dały pozytywnego rezultatu.

 

Zbiorowy mord w Siedlcach uznany został, z uwagi na liczbę ofiar i okoliczności pozbawienia ich życia, za zbrodnię przeciw ludzkości, czyli taką, która nie ulega przedawnieniu. Można zatem mieć nadzieję, iż archiwa UB będą kiedyś ujawnione w całości i poznamy nie tylko sprawców ludobójstwa, ale ich inspiratorów i tych, którzy ich przez dziesiątki lat chronili przed wymiarem sprawiedliwości. Jeśli natomiast archiwa UB są tak "ubogie", iż na ich podstawie nie uda się nic odtworzyć w podobnych sprawach, to dlaczego są tak pieczołowicie chronione? Czy może tylko z pietyzmu, aby papiery sprzed lat kilkudziesięciu po wyciągnięciu na światło dzienne zbyt nie pożółkły?


Przedruk z "Gazety Polskiej" z 8.06.1995.