Bohdan Szucki

Do członków Związku Żołnierzy NSZ

W tym roku minie 60 lat od powołania Narodowych Sił Zbrojnych oraz 12 lat od utworzenia Związku Żołnierzy NSZ.

Pokolenie, które miało zaszczyt walczyć w szeregach NSZ, powoli odchodzi. Ten fakt w sposób znaczący wpływa na działalność naszego Związku. Mimo że Związek działa dopiero 12 lat, to dla nas, którzy 60 lat temu byli już żołnierzami, jest to długi okres. Zdajemy sobie sprawę, że zbliża się kres możliwości dalszego efektywnego działania w strukturach, które utworzyliśmy 12 lat temu. Historia naszego Związku jednoznacznie wskazuje, że decyzja powołania samodzielnego związku była słuszna i to pod wieloma względami.

Nasza ideologia, która towarzyszyła nam w służbie w NSZ - a która sprowadza się w zasadzie do służenia Bogu i Narodowi w swojej Ojczyźnie - była słuszna i powinna trwać dalej, szczególnie w warunkach zmieniającej się Europy i świata. Rozumiem, że "trzeba z żywymi naprzód iść", ale z całą mocą przypominam: z podstawowych wartości rezygnować nie można - bowiem przyszłe pokolenia Polaków mogą stać się bezimienną siłą roboczą pracującą na rzecz tych narodów, które zachowają swoją tożsamość. Dlatego żyjmy w przyjaźni, współpracujmy ze wszystkimi, ale pamiętajmy, że tak jak żadna instytucja w życiu człowieka jako jednostki nie może zastąpić rodziny (tej prawdziwej rodziny), tak we współżyciu społeczeństw tworzących ludzkość biorą udział narody ze swoją kulturą, tradycjami, językiem, terytorium zamieszkania i obyczajowością, opartą na przypisanych człowiekowi prawach naturalnych, a dla nas chrześcijan - i przykazaniach boskich.

Piotr Szubarczyk

"List do syna", film dokumentalny Iwony Bartólewskiej, jest "półkownikiem". Przyczyną, dla której telewizja publiczna nie może go pokazać, jest kruczek prawny zastosowany przez negatywnego bohatera filmu.

Jest nim Jerzy V., zabójca dowódcy oddziału partyzanckiego Antoniego Żubryda i jego żony Janiny, prawdopodobnie konfident UB, później współpracownik SB i reżyser filmów propagandowych dla wytwórni "Czołówka". Jerzy V. zmienił wcześniejszą decyzję i nie zgodził się na wykorzystanie w filmie swego listu do syna Żubrydów, Janusza. Uznał bowiem, że jest to utwór literacki, który jest jego własnością i za który producent nie zapłacił mu honorarium. Ponieważ cała kompozycja tego wstrząsającego filmu opiera się na cytatach z owego listu, nacechowanego cynizmem i odzwierciedlającego mentalność zabójcy, trzeba czekać na wyjaśnienie aspektów prawnych tej absurdalnej sytuacji. Czy list Jerzego V. do Janusza Żubryda jest własnością nadawcy, czy odbiorcy?

Gdańskie OBEP zorganizowało w siedzibie Video Studio Gdańsk, producenta "Listu do syna", studyjny pokaz, na który zaproszono młodzież z trzech gdańskich liceów ogólnokształcących. Uczniowie mogli się też zapoznać z publikacjami prasowymi na temat sprawy Żubryda, wysłuchali odczytu o zbrojnej konspiracji niepodległościowej po 1945 r., mieli okazję rozmawiać z reżyserem, przedstawicielem konspiracji niepodległościowej, dziennikarzami, pracownikami OBEP i prokuratorem IPN. Wypowiedzi uczniów koncentrowały się wokół problemów etycznych sprawy Żubryda.

2 lutego 1997 r. o godz. 11.30 w czasie uroczystej mszy świętej w kościele oo. Bernardynów w Piotrkowie Trybunalskim odbyło się poświęcenie sztandaru Okręgu Piotrków Trybunalski Stronnictwa Narodowego. Sztandar poświęcił ksiądz kanonik Jan Stępień. W uroczystości brał udział poczet sztandarowy Okręgu Łódź ZŻNSZ z prezesem por. Tadeuszem Rydzem.
Była to piękna uroczystość patriotyczna, kościół był pełen wiernych, a ksiądz kanonik Jan Stępień wygłosił homilię, w czasie której widziałem łzy w oczach wielu ludzi. Takich chwil nie zapomina się nigdy, ja i wielu obecnych na tej uroczystości, będziemy to pamiętali, a szczególnie księdza kanonika Jana Stępnia.

Robert Szala - wiceprezes Zarządu Oddziału Stronnictwa Narodowego w Piotrkowie Trybunalskim

Stanisław Smolarz

To już dziesięć lat! - ZŻNSZ na Pomorzu

Na pewno wszyscy pamiętamy pierwsze wieści dochodzące z Lublina na Wybrzeże o utworzeniu i zarejestrowaniu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, związku kombatantów, byłych żołnierzy walczącego podziemia - od roku 1939 po lata pięćdziesiąte - zrzeszonych w Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), Związku Jaszczurczym (ZJ), Narodowych Siłach Zbrojnych (NSZ), Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym (NZW) i wielu innych organizacjach z tym ruchem związanych, oraz informacje o powstawaniu okręgów tego związku na terenie całego kraju.

Ile emocji w nas wszystkich wzbudziła ta wiadomość, ile adrenaliny wydzielił nasz organizm, bo przecież przeżywaliśmy wielkie wydarzenie i wielkie zwycięstwo. Musimy sobie szczerze powiedzieć, mało kto myślał, że doczeka dnia, w którym byli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych będą mogli zrzeszać się i tworzyć swoje niezależne związki. Na pewno też pamiętacie, jak rozpoczęły się intensywne poszukiwania kolegów zamieszkałych w Trójmieście i na terenie Pomorza Gdańskiego, jak garstka ludzi zajęła się organizowaniem spotkania, by na Wybrzeżu powołać do życia Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Ile pracy, zabiegów, krzątaniny, odbytych rozmów telefonicznych, wymiany korespondencji i poświęcenia swojego prywatnego czasu wymagało przygotowanie i zorganizowanie pierwszego spotkania, wiedzą i o tym powiedzieć mogą tylko te osoby, które to spotkanie organizowały, a do grona tych osób należała pani Jadwiga Białostocka, córka płk. Ignacego Oziewicza, pierwszego dowódcy NSZ w latach 1942-1943, której na zebraniu wyborczym przyznano za wkład pracy tytuł "Honorowego Prezesa Związku", i wnuk płk. Ignacego Oziewicza, pan Jan Białostocki. On to opracował i wydrukował, a następnie rozplakatował na mieście zawiadomienie o mszy świętej w intencji żołnierzy NSZ i zwołaniu zebrania. Do grona organizatorów należeli także panowie: Franciszek Szołoch i Kazimierz Safita - obaj brali udział w utworzeniu ZŻNSZ w Lublinie - oraz pan Hieronim Wolski - żołnierz oddziału partyzanckiego NSZ "Młot II", a także żona pana Franciszka Szołocha, pani Józefa. W prywatnym mieszkaniu państwa Szołochów mieściło się biuro, bo związek wówczas swojego lokalu nie posiadał. Oni przyjęli na siebie ciężar prac biurowych związanych z przyjmowaniem deklaracji związkowych i opracowaniem wniosków o uprawnienia kombatanckie.

Regulamin Pomnika-Grobowca Żołnierzy NSZ

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
Zarząd Główny

REGULAMIN
Pomnika-Grobowca Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
zatwierdzony przez Zarząd Główny Związku Żołnierzy NSZ

 

  1. Pomnik-Grobowiec Żołnierzy NSZ, zwany dalej Pomnikiem, ma charakter kwatery wojskowej, usytuowanej na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, zgodnie z projektem zatwierdzonym przez właściwe władze i jest własnością ZG ZŻNSZ.

  2. Na głównej, pionowej płycie Pomnika wykute są nazwy zgrupowań i nazwiska dowódców oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych, które wchodziły w skład Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim, znak Związku Żołnierzy NSZ oraz fragment ich modlitwy. Bez zgody Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ nie mogą być przeprowadzane żadne zmiany konstrukcyjne i wystroju zewnętrznego Pomnika.

  3. W części podziemnej Pomnika znajduje się kolumbarium przeznaczone na około 60 urn z prochami osób uprawnionych, o których mowa w pkt. 4. Imiona, nazwiska, pseudonimy, stopnie wojskowe oraz daty urodzenia i zgonu osób, których prochy będą składane w urnach w kolumbarium Pomnika, zostaną wykute na płytach położonych u stóp płyty głównej.

Małgorzata Rutkowska

Pomnik -  fot. R. Sobkowicz
Pomnik poświęcił ks. bp Zbigniew Kraszewski. W uroczystości uczestniczył też ks. prał. Zdzisław Peszkowski.

Gdy 14 września 1944 r. wojska sowieckie zajęły warszawską Pragę, w ślad za nimi pojawiły się oddziały NKWD. Rozpoczęło się wyłapywanie "elementu podejrzanego", uczestników zbrojnego podziemia niepodległościowego, zasłużonych żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych. Osadzano ich w praskich aresztach i katowniach. Wśród nich za najgorsze uważano Karno-Śledcze Więzienie III przy Ratuszowej. Mówiono o nim też: "na 11 Listopada". Albo po prostu - Toledo. W niedzielę, 30 września, na Pradze przy ul. Namysłowskiej, na terenie nieistniejącego już więzienia, odsłonięto pomnik upamiętniający więzionych i straconych w latach 1944-1956 członków organizacji niepodległościowych, walczących o wolną Polskę.

Zatarte ślady

Karno-Śledcze Więzienie III od chwili wejścia wojsk sowieckich na Pragę, a więc od 14 września 1944 r., było miejscem egzekucji niepokornych Polaków walczących o wolną Ojczyznę. Tu i w innych praskich aresztach śledczych Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD przez brutalne śledztwa przeszło tysiące osób. Na razie zdołano ustalić ok. 100 nazwisk osób straconych na 11 Listopada. Na pewno było ich dużo więcej.
Egzekucji dokonywano w specjalnym bunkrze śmierci. Następnie zwłoki chowano na terenie więziennym, w rowie, bez ubrania. Na przemian układano śmiecie, wapno i ludzkie ciała.

Monika Rotulska

Kieres w narożniku napisał "Nasz Dziennik" następnego dnia po debacie sejmowej, zajmującej się sprawozdaniem z działalności Instytutu Pamięci Narodowej. W odmiennym tonie utrzymane były komentarze w "Trybunie", "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Andrzej Kaczyński z "Rzeczpospolitej" stwierdził, że w trakcie debaty posłowie Ligi Polskich Rodzin użyli argumentów jawnie antysemickich, wzywali do dyskryminacji i głosili pogardę dla obywateli RP niepolskiej narodowości. "Trybuna" swój materiał na ten temat opatrzyła wiele mówiącym tytułem Liga poniżej krytyki.

Przeglądając gazety w piątek 1 marca w zależności od tego jaki tytuł się wybrało można było dojść do dwóch skrajnie różnych wniosków dotyczących nie tyle działalności instytutu, co działań i osoby jego prezesa. Niestety do tak odmiennych wniosków można było dojść nie tylko w ubiegły piątek. Wgłębiając się w tematykę związaną z IPN trudno się oprzeć wrażeniu, że swego rodzaju schizofreniczność charakterystyczna jest zarówno dla poglądów wyrażanych na temat tej instytucji, jak i jej samej w ogóle.

Prezes i jego instytut

Wiele osób powtarza mi: niech się pan trzyma, jesteśmy z pana dumni. Ale kiedy przychodzi do publicznych wypowiedzi - ci sami ludzie zamykają usta, jakoś pomija się moją osobę - żalił się Leon Kieres w lipcu ubiegłego roku na łamach "Przekroju" tuż po uroczystościach w Jedwabnem, kiedy to prasa właściwie pominęła go w swych relacjach, wymieniając jedynie w szeregu wielu osób jakie tam przybyły. Czuły na wszelką krytykę Kieres w ubiegły czwartek bliski był załamania nerwowego. Bez wątpienia sytuacja, jaka miała miejsce, przerosła szefa instytutu. Zapewne nie spodziewał się aż takiej krytyki dokonań IPN, a zwłaszcza swoich własnych. Wytykanie mu wręcz dyskwalifikującej go nieudolności, braku umiejętności perspektywicznego myślenia, a także złej woli sprawiło, że niektóre fragmenty swego przemówienia wygłosił prawie falsetem.

Jan Podhorski

10 lat istnienia i działalności Okręgu "Wielkopolska" ZŻNSZ

Powstanie Wielkopolskiego Okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych dopomogło kilkudziesięciu b. żołnierzom NSZ otrzymać uprawnienia kombatanckie, należne im odznaczenia i oficerski awans oraz odzyskać dobre imię.

  • Wszystko zaczęło się w roku 1993. Już od dwóch lat działał Zarząd Główny ZŻNSZ z siedzibą w Lublinie i powoli gromadził niedobitki tej formacji, która do roku 1991 była wyłączona z możliwości uzyskania uprawnień kombatanckich. Była to już, co prawda, reszta z naszej kilkudziesięciotysięcznej rzeszy - prawdziwi "żołnierze wyklęci" - ponieważ większość z nas - uczestników wojennej konspiracji - mogła te uprawnienia otrzymać np. z tytułu udziału w kampanii wrześniowej 1939 roku, w której walczyło kilkanaście tysięcy późniejszych NSZ-owców. Podobnie - parę tysięcy NSZ-owców uzyskało uprawnienia za udział w Powstaniu Warszawskim 1944 r. W tej samej sytuacji były tysiące żołnierzy z tej części NSZ, która została scalona w 1944 r. z Armią Krajową, traktującą ZSSR jako alianckiego sojusznika (Wilno, Lwów, Wołyń, Podole), a od roku 1975 mającą swe miejsce w ustawie kombatanckiej. Potwierdzeniem takiej sytuacji jest fakt, że bardzo często do naszego pocztu - z pełnowymiarowym, wspaniałym sztandarem - podochodzą różni kombatanci ze słowami: "ja też byłem w NSZ".
    W roku 1993 wyemitowano dwa, związane z nami, programy telewizyjne z cyklu "Rewizja Nadzwyczajna", z których pierwszy (z kontrowersyjnymi wypowiedziami kpt. "Mosta") dotyczył Brygady Świętokrzyskiej, a drugi - Powstania Warszawskiego ("Krybar" na Powiślu i zdobycie gmachu Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu 1. Pokazano też zdjęcie niejakiego Rasińskiego - policjanta, który przeszedł na naszą stronę. Wzburzyło mnie podanie fałszywego autora zdjęć.

Henryk Odczyk

Oleszno -  w rocznicę bitwy pod Olesznem

Działalność Związku Żołnierzy NSZ ma iść w wielu kierunkach. Jednym z tych kierunków jest rozwijanie więzów przyjaźni i koleżeńskości. Temu celowi dobrze służą różne formy kontaktów i spotkania.


Do tradycji należą we włoszczowskim okręgu związku coroczne spotkania "Żbikowców" w Olesznie. Przypadają one na przełomie lipca i sierpnia. Ich data nie jest przypadkowa. Łączy się z rocznica zwycięskiej bitwy pod Olesznem 26 lipca 1944 roku - bitwy oddziału mjr. Władysława "Żbika" Kołacińskiego i oddziału AK "Marcina" mjr. Tarchalskiego Mieczysława z żandarmerią niemiecką, w której zginęło 22 esesmanów. Nie obyło się, niestety, bez strat własnych: 4 zabitych i 6 rannych. Na spotkania te, które mają już 10-letnią tradycję przybywają koledzy z Kielc, Warszawy, Częstochowy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Gdańska, Radomska, a nawet z zagranicy, bo powojenne losy rzuciły niektórych z nich daleko od ojczystej ziemi.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał w czwartek Polskę winną naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie Władysława Kurzaca, skarżącego się na długotrwałość postępowania sądowego.

Sędziowie Trybunału w ogłoszonym w czwartek wyroku nakazali władzom polskim wypłacenie Kurzacowi 20 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia i 10 tysięcy złotych tytułem zwrotu kosztów. Trybunał uznał, że Polska naruszyła art. 6 par. 1 konwencji, który gwarantuje każdemu prawo do rozpatrzenia sprawy "w rozsądnym terminie".
Mieszkający w Chicago Władysław Kurzac we wrześniu 1993 roku wystąpił z wnioskiem o unieważnienie wyroku, jaki w 1948 roku zapadł w sprawie jego brata, byłego żołnierza NSZ, skazanego na 7 lat więzienia przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, a w sierpniu 1956 roku zastrzelonego przez oficera milicji.

Domagając się unieważnienia wyroku, Kurzac powołał się na ustawę z 1991 roku, unieważniającą "orzeczenia, wydane wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego". Pełnomocnik skarżącego, powołując się na jego podeszły wiek, dwukrotnie występował o pilne ustalenie terminu posiedzenia.
Ostatecznie posiedzenie, na którym unieważniono wyrok w sprawie brata Kurzaca, odbyło się w maju 1998 roku. Postępowanie trwało 4 lata i 9 miesięcy.
W postępowaniu przed Trybunałem strona rządowa przyznała, że na długotrwałość procedury wpłynęła "pomyłka legislacyjna", wskutek której w okresie od maja 1993 roku do kwietnia 1995 roku jedynym sądem, uprawnionym do rozpatrywania tego rodzaju spraw, był Sąd Wojewódzki w Warszawie.

mcho (PAP), 22 lutego 2001